KOMIKS - OSTATNI BASTION VERNE'A? |
POD LUPĄ
|
![]() |
| |
<< STRONA 2 >> | |
Przygody Luthera Arkwrighta
Twórczość Verne'a to oczywiście nie tylko postacie, ale przede wszystkim pewna wizja rozwoju świata. A gdyby historia naprawdę potoczyła się zgodnie z XIX-wiecznymi przewidywaniami? Wyobraźmy sobie, że ludzkość nie doceniła kilku kluczowych wynalazków: silnika spalinowego, tworzyw sztucznych, czy lampy elektronowej, a technologia rozwija się w oparciu o tradycyjne rozwiązania. Świat pełen jest gigantycznych, napędzanych parą pojazdów, przemierzających niebo, lądy i morza. Czy rozwój społeczeństw byłby równie dynamiczny, gdyby nie zmieniły się surowce, sposoby produkcji, źródła energii i środki przekazu informacji? Wyobraźmy sobie zatem, że nie było rewolucji socjalistycznej ani wojen światowych, a monarchie wciąż czerpią potęgę z kolonializmu. Wieczny rok 1914.
Ten malowniczy rodzaj fantastyki ma dziś nawet swoją nazwę: steampunk. Pierwszym takim utworem była pochodząca z roku 1971 powieść "The Warlord of the Air", otwierająca trylogię "A Nomad of the Time Streams" Michaela Moorcocka, wybitnego brytyjskiego pisarza i twórcy Nowej Fali w fantastyce. Za rządów Margaret Thatcher analogie pomiędzy polityką Torysów a wiktoriańskim imperializmem były tak natrętne, że steampunk stał się znakomitym narzędziem walki ideowej. I choć podwaliny gatunku są w oczywisty sposób verne'owskie, a więc francuskie, to Moorcock i jego komiksowi spadkobiercy (radykałowie z okolic Notting Hill) wolą wywodzić go od Williama Hogartha i XVIII-wiecznej angielskiej karykatury politycznej. Steampunk, ucieleśnienie tęsknoty za bardziej cywilizowanymi czasami, znalazł również licznych naśladowców w Ameryce. Ci jednak, nie rozumiejąc politycznych podtekstów, zaczęli utożsamiać go z pseudo-verne'owskimi wynalazkami i mroczną wiktoriańską scenografią. Zresztą to Amerykanie wymyślili w latach 90. etykietkę "steampunk" i teraz przyklejają ją wszędzie tam, gdzie pojawi się choć kawałek maszyny parowej lub sterowca. [1] Dzisiejsze oblicze gatunku dość trafnie definiuje krytyk Douglas Fetherling: "jak zmieniłaby się przeszłość, gdyby przyszłość nadeszła szybciej".
Oprócz steampunku, Moorcock wniósł do kultury masowej jeszcze kilka innych idei, a wśród nich opartą na matematyce chaosu koncepcję multiwersum (multiverse), czyli nieskończonej ilości równoległych wszechświatów (niedawno i to udało się amerykanom skomercjalizować w serialu TV "Sliders"). Pomysł multiwersum dawał pisarzom nie tylko możliwość tworzenia alternatywnych wersji tego samego świata, co praktykowano i wcześniej, ale także ukazywania, niczym w commedia dell'arte, tego samego zestawu bohaterów (w tym bohaterów zbiorowych) w różnych rolach i sytuacjach.
[1] Termin "steampunk" powstał nieco wcześniej - po raz pierwszy pojawił się w wywiadzie prasowym już w roku 1987. Przeczytać o tym można tutaj. [październik 2005] |
Stary wspaniały świat
Ostatnie lata XX wieku to okres fascynacji fin-de-siecle'em. Na łamach komiksów mnożyły się nowe przygody Sherlocka Holmesa, Tarzana, Johna Cartera, czy Kuby Rozpruwacza. W roku 1993 swoje trzy grosze dorzucili do steampunku kolejni dwaj Brytyjczycy: scenarzysta Grant Morrison i rysownik Steve Yeowell. Ich trzyczęściowa miniseria "Sebastian O" wydana została przez Vertigo, "podwydawnictwo" DC adresowane wyłącznie do dorosłych czytelników. Opowieść rozgrywa się w latach 1890. w środowisku londyńskich dandysów. Maszyny różnicowe Charlesa Babbage'a umożliwiają już stworzenie wirtualnej rzeczywistości, a nawet sztucznej inteligencji, co pozwala zastąpić królową Wiktorię programem komputerowym. Komiks, jak większość dzieł Morrisona, jest bardzo dekadencki.
Wspomniane już wcześniej Vertigo wydało w 2000 roku czteroczęściową miniserię, której tytuł "Brave Old World" nawiązywał do słynnej antyutopii Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Zarówno scenarzysta William Messner-Loebs, jak i rysownicy Guy Davis i Phil Hester to amerykańscy komiksowi weterani, cieszący się uznaniem środowiska. Pomysł jest co najmniej dziwny: grupa amerykańskich programistów zostaje przeniesiona do roku 1900 w wyniku działania pluskwy milenijnej (!). Komputerowcy natychmiast rozpoczynają budowę maszyny różnicowej, ale przedwczesna rewolucja techniczna wywołuje ekologiczne piekło. Trudno wymyślić bardziej naciąganą fabułę. Pod jej powierzchnią kryje się jednak znakomita opowieść o rodzącej się amerykańskiej demokracji. Stany Zjednoczone epoki wiktoriańskiej jawią się jako kraj bezwzględnego wyzysku, nietolerancji, zamieszek rasowych i ostrej walki klasowej. "Brave Old World" jest gorzkim kontrapunktem dla nieco bardziej romantycznego steampunku brytyjskiego.
Następny z jankeskich steampunkowych komiksów nosi wielce oryginalny tytuł... "Steampunk". Jego autorzy: Chris Bachalo i Joe Kelly to dwa filary nieco zmanierowanego "podwydawnictwa" DC o nazwie Cliffhanger. Właśnie ukazał się dziewiąty, z pewnością nie ostatni, zeszyt. Jest rok 1836. Anglia pod rządami tajemniczego Lorda Absinthe'a zamienia się w koszmar. Ulice Londynu pełne są parowych pojazdów, cyborgów, mutantów i innego plugastwa. Kiedy po stuletniej hibernacji budzi się Cole Blaquesmith, skrzyżowanie człowieka z maszyną parową, ruch oporu odzyskuje wiarę w zwycięstwo. Wizualnie seria wprost oszałamia, ale kompletnie nie wiadomo o co w niej chodzi. Niczym w serialach TV typu "Xena", bohaterowie są bardzo cool, mówią do siebie językiem amerykańskiego college'u, "odjazdowo" się ubierają i obowiązkowo znają kung-fu. |
| DALEJ >> |