STEAMPUNK EXPRESS
 EXPRESS 
 
  RSS  START  ARCHIWUM  NR·03  STYCZEŃ 2003  <<  STRONA 1  >> 

 
3... 2... 1... LXG

Od kinowej premiery "The League of Extraordinary Gentlemen" dzieli nas już tylko pół roku. W USA film ma wejść na ekrany 6 czerwca 2003, u nas pewnie trochę później. Do prasy przenika coraz więcej szczegółów: pojawiły się pierwsze zdjęcia z planu [galeria w Gildii] a nawet logo z nieco krótszą wersją tytułu. Wiadomo też, że nowelizację filmu, czyli książkę na podstawie scenariusza napisze Kevin J. Anderson, autor powieści "Captain Nemo: The Fantastic History of a Dark Genius". Anderson pisywał też produkcyjniaki z uniwersów "Diuny", "Gwiezdnych Wojen" i "Z archiwum X", ale tym razem twierdzi, że to sprawa czysto hobbystyczna.

- Jestem WIELKIM fanem Alana Moore'a! Czytałem i podziwiałem jego komiksy począwszy od "Watchmen", "V for Vendetta", "Pandora", "Top Ten", "Tom Strong", aż po (rzecz jasna) "Ligę" - zapewniał Anderson w wywiadzie dla SciFi Wire. - Nie mogę oczywiście wyjawić szczegółów scenariusza, ale i tak wszyscy już wiedzą, że film będzie się znacznie różnił od komiksu. Mam za zadanie przerobić 120-stronicowy scenariusz na 300-stronicową powieść. Będę więc musiał sporo pododawać: przemyślenia bohaterów, ich przeszłość, a może coś jeszcze. Gdzie tylko będzie to możliwe, zamierzam sięgać po oryginalny materiał z komiksu Moore'a.

 
Potworny crossover

Po sukcesach "Mumii", Universal Pictures zamierza przywracać do życia kolejne potwory, i to całymi stadami. W filmie "Van Helsing" (maj 2004) zobaczymy nie tylko hrabiego Draculę, ale także Frankensteina i Wilkołaka. Pomysł nie jest najświeższy, bo cała trójka występowała już razem w latach 1940 ("The House of Frankenstein", "The House of Dracula", "Abbott & Costello Meet Frankenstein"). Teraz ma być jednak inaczej. Po raz pierwszy pojawi się wśród nich dr Abraham Van Helsing (pogromca wampirów z powieści Brama Stokera), a akcja zostanie przeniesiona do "dalekiego kraju w Europie Wschodniej". No, to szykuje się prawdziwy horror! Autorem scenariusza jest Stephen Sommers ("Mumia") i on także zajmie się reżyserią. W rolach głównych wystąpią: Hugh Jackman (Van Helsing), Richard Roxburgh (Dracula) i Kate Beckinsale (Anna - nowa postać). Efekty specjalne wykona Industrial Light & Magic. [Corona]

 
Verne z suwakiem na plecach

Universal ma w zanadrzu nie tylko potwory w stylu retro, ale i kilka sztuk z początków ery atomowej (takie z suwakiem na plecach). Do przeróbki idzie właśnie "Creature from the Black Lagoon", horror z 1954 roku o nieszczęśliwie zakochanym rybo-człeku z Amazonki (na portrecie u góry - pierwszy z lewej). Guillermo del Toro, reżyser który koniecznie chce zrobić film steampunkowy, ale nikt mu nie pozwala (patrz: "Hrabia Monte Christo"), dostrzegł swoją drugą szansę:

- Wolę sam wyreżyserować "Potwora z Czarnej Laguny", niż patrzeć jak ktoś inny będzie go psuł. Tak sobie pomyślałem, kiedy Universal zaprosił mnie na rozmowę. - Wyznał skromnie del Toro podczas ostatniego festiwalu filmowego w Sitges. - Dostałem wolną rękę w pracy nad fabułą, choć scenariusz będzie pisał kto inny. Chcę, żeby historia rozegrała się w epoce wiktoriańskiej, podczas pierwszych ekspedycji w dorzecze Amazonki. Oryginalny film miał w sobie coś z "King Konga", ja zamierzam zrobić z niego baśń w stylu "Pięknej i bestii". Scenografia i nastrój mają przypominać "20.000 mil podmorskiej żeglugi" Juliusza Verne'a. No i to ma być naprawdę straszny horror: grupa archeologów odkrywa w Amazonii enklawę, gdzie ewolucja przebiegała inaczej. Będą tam wielkie mięsożerne kałamarnice, prehistoryczne rekiny i dziwne alternatywne formy życia, które nie powinny istnieć w środowisku słodkowodnym. Tytułowy Potwór ma pełnić rolę człowieka w tym egzotycznym świecie. Będzie bardzo inteligentny, zdolny pokonać ludzi ich własną bronią. Mam nawet scenę, w której myśliwi znajdują skamielinę i odkrywają, że pojemność czaszki Potwora jest większa niż u człowieka. [Dark Horizons]

 
Skąd my to znamy?

Disneyowska "Planeta Skarbów" nie jest wprawdzie filmem steampunkowym (raczej retrofuturystycznym), ale i tak należy jej się parę słów komentarza. Po pierwsze: pomysł. Przeniesienie XIX-wiecznej powieści marynistycznej w realia SF wydaje się oryginalne... ale takie nie jest. W roku 1971 to samo zrobił Philip Jose Farmer (ten od Świata Rzeki i meteorytu z Wold Newton), tyle że nie z "Wyspą skarbów" Stevensona, a z "Moby Dickiem" Melville'a. W książce "The Wind Whales of Ishmael" na umierającej Ziemi nie ma już oceanów, stada wielorybów wyruszyły w przestworza, a w ślad za nimi wielorybnicy w swych latających żaglowcach. Po drugie: obrazki. To co widać na ekranie jest dość wierną kopią znanej w Polsce serii komiksowej "Storm" rysownika Dona Lawrence'a. W roku 1983 scenarzysta Martin Lodewijk umieścił akcję tego komiksu w malowniczym zakątku wszechświata, gdzie wypełniony powietrzem kosmos roi się od galeonów, piratów, wielorybów i desek surfingowych, a więc wszystkiego tego, czym dziś Disney zaskakuje młodych widzów. Po trzecie: recydywa. Jeden z poprzednich filmów Disneya "Atlantyda: Zaginiony ląd" (2001) doczekał się już strony internetowej, poświęconej jego zadziwiającym podobieństwom... wcale nie do "20.000 mil podmorskiej żeglugi", tylko do japońskiego serialu animowanego "Nadia: The Secret of Blue Water" (1990). [Nadia versus Atlantis]

 
W Polsce, czyli nigdzie

Dziś poszukamy polskich akcentów w "Lidze Niezwykłych Dżentelmenów". W samym komiksie nie ma ani jednego słowa czy obrazka (może później - przed nami jeszcze 3 zeszyty), ale za to w dodatkach... Zacznijmy od gry planszowej "The Game of Extraordinary Gentlemen" (ABC Special, 2001), w której Alan Moore sparafrazował surrealistyczną groteskę Alfreda Jarry "Król Ubu, czyli Polacy". Na jednym z pól stoi sam Ubu, wrzeszcząc swoje chamskie: "Grówno!", a nad nim komentarz: "Nie zwracaj na niego uwagi, to Polak".

Idźmy dalej. Każdy odcinek drugiej serii kończy "Nowy Almanach Podróżnika". Jest to kronika wypraw Miny Murray, czyli powieść-przewodnik Alana Moore'a po świecie posklejanym z szeroko rozumianej fantastyki. Między "polską granicą wschodnią" a "granicą Czechosłowacką" (jest rok 1912, żadne z tych państw nie istnieje) autor umieścił tylko trzy rzeczy. Po pierwsze: "malutki lecz ohydny kraik zagarnięty przez strasznego króla Ubu Pierwszego w roku 1896". Po drugie: "Sanatorium Pod Klepsydrą", gdzie dr Gotard eksperymentował z cofaniem czasu. Po trzecie: "miasto Szczęśliwego Księcia", rządzone przez głupich, nieudolnych radnych, a w nim "zaniedbaną żydowską dzielnicę". To akurat cytat z bajki Oscara Wilde'a "Szczęśliwy książę", zresztą niezbyt dokładny, bo w bajce chodziło o Poczdam, a żydowska dzielnica nazywała się po prostu "getto". Umieszczenie tego ponurego miejsca w Polsce można więc odebrać tylko jako puentę do (zacytowanego tuż wcześniej) opowiadania Bruno Schulza.

Na koniec akcent pozytywny: polscy czytelnicy "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów" nie będą musieli rwać sobie włosów z głów na widok tej mieszaniny stereotypów, pomówień i dziwnych aluzji. Egmont Polska właśnie oficjalnie potwierdził, że zamierza wydać komiks (na razie pierwszą serię w trade paperbacku), ale na pewno bez dodatków.

 
UFO retro

Charles Hoy Fort, jeden z bohaterów zapomnianego komiksu "The Searchers" doczekał się własnej miniserii "Fort: Prophet of the Unexplained". Zmiana barw klubowych (poprzednio występował dla Calibera, teraz dla Dark Horse'a) dokonała się bezboleśnie i bezgotówkowo, bo Fort to postać jak najbardziej autentyczna, a zatem każdy może pisać o nim do woli. Autorami nowego komiksu są Peter M. Lenkov (scenariusz) i Frazer Irving (rysunki). Opowieść zaczyna się w Boże Narodzenie 1899, ale nie jest to Opowieść Wigilijna, tylko "Men in Black" w stylu retro! Fort - nowojorski bibliotekarz i łowca zjawisk paranormalnych przez cztery zeszyty próbuje ocalić miasto i gubernatora Roosevelta przed kosmicznym zabójcą. Towarzyszy mu żona, policjant z obcej planety oraz dziewięcioletni H.P. Lovecraft. Ten ostatni rzeczywiście spędził dwa lata w Nowym Jorku i już w dzieciństwie był częstym bywalcem bibliotek, ale czy naprawdę spotkał Forta, zanim ów przeniósł się do Londynu? Być może, w końcu tytuł komiksu nieprzypadkowo został zaczerpnięty z najsłynniejszej biografii Pierwszego Ufologa. W marcu 2003 całość ukaże się w trade paperbacku.

 
28 mm czystego steampunku

[1879] Pierwsze cylindry Marsjan spadają na teren Wielkiej Brytanii. [1880] Druga fala najeżdźców (Cephalidów) atakuje ludzkość na całej Ziemi. [1883] Zjednoczone Królestwo ogłasza plan kontrataku na Marsa. [1884] Prezydent Cleveland deklaruje udział USA w anty-marsjańskiej koalicji i informuje o rozpoczęciu budowy transportowców. [1885] Brytyjczycy i Amerykanie konstruują gigantyczne machiny bojowe. Kolejne państwa przystępują do koalicji. [1886] Międzynarodowa ekspedycja karna ląduje na Marsie. Bitwa pod Parroom kończy się eksterminacją Cephalidów. Przedstawiciele drugiej z marsjańskich ras, człekokształtni Mieszczanie podporządkowują się Ziemianom. [1887] Mars staje się głównym tematem Pierwszej Konferencji Kolonialnej w Londynie. [1888] Wśród Mieszczan rośnie niezadowolenie. Powstanie Sverdlinkerów przeradza się w trwającą 7 lat Wojnę o Dominację. [1895] Starcie wojsk brytyjskich z francuską Legią Pozaziemską w marsjańskiej prowincji Syria Plenum, początek tzw. Konfliktu Interesów.

To kapitalne połączenie Wellsa, Burroughsa i "Battletecha" nazywa się "Parroom Station". Jest wprawdzie klonem "Space: 1889", ale klonem wyjątkowo udanym. Nie pochodzi z żadnej książki, filmu, ani nawet RPG. Stanowi tło dla batalii rozgrywanych za pomocą... 28-milimetrowych żołnierzyków. Jego twórcą jest Robert N. Charrette, autor kilkunastu powieści SF i fantasy (m.in. znanej w Polsce trylogii "Shadowrun: Sekrety mocy"), zapalony gracz i projektant figurek do gier bitewnych, a także producent takich właśnie figurek. Świat "Parroom Station" jest zatem tylko internetowym wabikiem, ale i tak gorąco zachęcam do lektury tekstów o jego dziejach, polityce i wojskowości. Więcej tam solidnych steampunkowych pomysłów niż w Hollywood.

 DALEJ  >> 


 RETROSTACJA © Krzysztof Janicz 2002-2008 | START | MAPA | KOMIKSY | KONTAKT |  RSS