STEAMPUNK EXPRESS
 EXPRESS 
 
  RSS  START  ARCHIWUM  NR·05  KWIECIEŃ 2003  

 
Proszę się nie pchać

Ostatnie pół roku to okres wyjątkowej aktywności fin-de-siecle'owej odnogi "Elseworlds" [założenia tej linii komiksów opisywaliśmy tutaj]. W 3-częściowej miniserii "Green Lantern: Evil's Might" (scen. Howard Chaykin i David Tischman, rys. Marshall Rogers) Hal Jordan znów, a może po raz pierwszy, spotyka Kyle'a Raynera, ale tym razem jeden jest inspektorem nowojorskiej policji, a drugi - irlandzkim gangsterem. Zaskakująco poważna tematyka komiksu (korupcja, robotnicze protesty, wolność prasy) nijak się ma do zaskakująco jarmarcznych sztuczek Zielonej Latarni. Na podobnym społeczno-politycznym tle znacznie lepiej wypada inny bohater DC w one-shot'cie "Batman: The Golden Streets of Gotham" (scen. Jan Van Meter, rys. Cliff Chiang i Tommy Lee Edwards). Nie jest to ten sam obrzydliwie bogaty Bat-Man z "Devil's Workshop", ale bezrobotny imigrant z Europy Wschodniej, niejaki Bruno Vanekow (prawdopodobnie z Polski, choć nazwisko ma jakieś niepolskie), który niczym XIX-wieczny amerykański Janosik, zabiera przemysłowcom i oddaje strajkującym robotnikom. Kolorytu opowieści dodają znajome postacie: wesoły Rozpruwacz, socjalist(k)a Cat i sierżant Gordon.

Na podróż w przeszłość wciąż czeka długa kolejka superbohaterów, toteż DC wysyła ich teraz hurtowo. Na planszach komiksu "JLA: The Island of Dr. Moreau" (scen. Roy Thomas, rys. Steve Pugh) spotykamy prawie cały obecny skład Ligi Sprawiedliwych jako... zwierzęta uczłowieczone przez szalonego doktora. Historyjka jest dość oryginalnym (choć artystycznie niezbyt udanym) crossoverem powieści Wellsa z "Morderstwem przy Rue Morgue" Poe'go i Kubą Rozpruwaczem. W kwietniu ukaże się 2-częściowa seria "JLA: Age of Wonder" (scen. Adisakdi Tantimedh, rys. Galen Showman). Na razie wiadomo, że komiks będzie się starał odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: jaki wpływ na rewolucję przemysłową miałoby ujawnienie przez Clarka Kenta jego kosmicznych supermocy w roku 1876? Żeby było śmieszniej, obok Supermana wystąpią Bruce Wayne, The Flash, Starman, The Atom, Green Lantern, Lex Luthor (a właściwie ich XIX-wieczne wersje) oraz sam Tomasz Edison. Skojarzenia z "LXG" wydają się oczywiste.

Przypomnijmy, że linia "Elseworlds" wystartowała w roku 1989 znakomitą historią "Gotham by Gaslight" (scen. Brian Augustyn, rys. Mike Mignola i P. Craig Russell), czyli pierwszym crossoverem Bat-Mana (tego obrzydliwie bogatego) z Kubą Rozpruwaczem. Prawdopodobnie tym samym komiksem, dzięki wydawnictwu Egmont, seria zadebiutuje również w Polsce. W planach Egmontu jest też 3-częściowy "Batman: The Doom that Came to Gotham" (scen. Mike Mignola i Richard Pace, rys. Troy Nixey) - mikstura Mrocznego Rycerza w stylu retro z mitologią Cthulhu.

 
Ten zegar stary

Wydawnictwo Image po dłuższej przerwie powróciło do tematyki steampunkowej, i to od razu dwiema seriami comic-books. Pierwsza z nich, 12-częściowa "The Clock Maker" rozgrywa się... współcześnie. We wnętrzu góry w szwajcarskich Alpach ukryty jest gigantyczny zegar, mechanizmami sięgający do samego jądra planety. Od setek lat armia zegarmistrzów dogląda go, oliwi i naprawia, bo gdyby zegar zatrzymał się, Ziemia mogłaby przestać obracać się wokół osi. Projekt od dawna przygotowywany był przez scenarzystę Jima Kruegera, od dawna też krążyły o nim sprzeczne ploteczki: zmieniali się wydawcy, rysownicy, a nawet rozmiar. Ostatecznie komiks wydano w sposób zupełnie nietypowy, w formacie dwukrotnie większym niż amerykański standard, a następnie złożono go na pół. To był strzał w dziesiątkę. Olbrzymie, pełne ekspresji plansze Matta Smitha i Zacha Howarda, wypełnione obrazami równie potężnej maszynerii, zdają się drżeć od jej stukotu. Znakomity pomysł, znakomite wykonanie; zapowiada się rzecz w stylu i - miejmy nadzieję - na miarę "The Victorian". Druga seria, "Mythstalkers" (scen. Douglas Barre, rys. Jiro) to dla odmiany produkcja czysto rozrywkowa, typu on-going. Rysunki, wzorowane na superbohaterskich komiksach Roba Liefelda, pasują do XIX-wiecznej tematyki jak pięść do oka. Scenariusz na razie kręci się wokół polowania na potwory i Towarzystwa Badań Kryptozoologicznych, ale podobno wkrótce ma się pojawić jakaś głębsza myśl. [Image publikuje 5-planszowe zajawki jednej i drugiej serii]

 
Ukryte Miasta na Lagafium

Na stronie internetowej "Lagafium - Komiks według Błażeja" przeczytać można interesującą recenzję albumu "La Fievre d'Urbicande", a niedawno (z myślą o czytelnikach VERNE+100) pojawiły się tam prezentacje dwóch kolejnych pozycji: "Les Murailles de Samaris" i "La Tour". Wszystkie one należą do serii, którą od 20 lat tworzy belgijski duet komiksowy Benoit Peeters (scenarzysta) i Francois Schuiten (rysownik) - "Les Cites Obscures". Nie chodzi rzecz jasna o miasta obskurne; takich i my mamy pod dostatkiem, więc o czym tu pisać przez 20 lat... Wręcz przeciwnie, seria opowiada o równoległym świecie, w którym każde z państw-miast (Brusel, Brazil, Kobenhavn, Genova, Lozan, Pahry, Taxandria) podporządkowane jest wizji jednego z wielkich urbanistów przełomu XIX i XX wieku. I to podporządkowane całkowicie, od układu komunikacyjnego, poprzez architekturę aż po wystrój wnętrz (albo i sztućce). Czyżby modernizm stał się tam obowiązującą doktryną? Nic dziwnego, że Ukryte Miasta (pozostańmy przy tym tłumaczeniu z braku lepszego) przyciągają także wizjonerów z naszej rzeczywistości. Dotarł tam belgijski architekt Victor Horta, Juliusz Verne, Robur, Michel Ardan, a być może sam kapitan Nemo.

Seria Peetersa i Schuitena jedynie w połowie składa się z albumów komiksowych. Reszta to m.in. słuchowisko, przewodnik turystyczny i ilustrowana książeczka dla dzieci. Zmieniają się sposoby narracji, tematy i bohaterowie - dzięki temu czytelnicy mogą oglądać Ukryte Miasta z różnych perspektyw i odkrywać coraz to bardziej zaskakujące powiązania (i tajemne przejścia), jakie łączą je z naszym światem. "Les Cites Obscures" z pewnością zasługuje na miano dzieła kultowego, a ilość oraz jakość internetowych portali, którymi można się dostać "na tamtą stronę" robi wrażenie. Oto kilka z nich: Urbicande, Tram 81, Cites Obscures, Obskur, IkonPress... dalej szukajcie sami.

 
Disney i Japończycy, część II

Pierwszy steampunkowy film Disneya, "Atlantyda: Zaginiony ląd" doczekał się kontynuacji. Sequel zatytułowany "Atlantyda: Powrót Milo" ukaże się tylko na VHS & DVD i składać się będzie z trzech epizodów, nakręconych przez trzech różnych reżyserów. A więc to nie "prawdziwy" film pełnometrażowy, tylko raczej wybrane odcinki serialu. Cieszy natomiast fakt, że bohaterowie wyszli wreszcie z wody, przez co będzie może mniej magicznie, a bardziej steampunkowo. W USA film wchodzi do dystrybucji 20 maja. Gotowa jest już polskojęzyczna reklamówka - można ją zobaczyć na kasetach z "Planetą Skarbów". [strona oficjalna]

Japończycy także nie próżnują (bo oni nigdy nie próżnują). Katsuhiro Otomo, autor słynnego cyberpunkowego komiksu i kreskówki "Akira", zapowiedział powrót do rozgrzebanego projektu "Steam Boy", który podobno usiłuje zrealizować od roku 1995. Będzie to anime o młodym wynalazcy, mieszkającym w Londynie pod koniec XIX w. i o cudownym źródle energii (czyżby antylód?). Film ma pochłonąć abstrakcyjną kwotę 2.400.000.000 jenów, a sądząc po kolejnych doniesieniach prasowych, jego budżet systematycznie rośnie. Wątpliwe też, by wytwórni Toho udało się dotrzymać terminu premiery wyznaczonej na jesień 2003. Warto dodać, iż nie jest to pierwsze spotkanie Otomo ze steampunkiem. W roku 1987 współreżyserował on film "Robot Carnival" - odpowiedź Japonii na "Fantazję" Disneya. Znalazły się w nim m.in. dwie steampunkowe nowelki: "Franken no Haguruma" (Franken's Gear, reż. Hiroyuki Kitakubo) oraz "Meiji Karakuri Bumei Kitan" (A Tale of Two Robots, reż. Kouji Miramoto).

 
Mniej Wellsa, więcej Dickensa

Jak poinformowało wydawnictwo R.Talsorian Games, wznowienie legendarnej RPG "Castle Falkenstein" nie dojdzie na razie do skutku z powodu braku zamówień (?). Jej miejsce może niebawem zająć nowa gra firmy Heresy Gaming - "Victoriana", osadzona w podobnych realiach (alternatywny rok 1876 z krasnoludami i magią), choć zdecydowanie bliższa... "Shadowrunowi". W świecie "Victoriany" pozbawiony praw proletariat haruje na garstkę arystokratów, a rewolucja wisi na włosku. Tu nie ma już miejsca na romantyczną wiktoriańską przygodę, jest za to wyraźny powrót do tradycji cyberpunku: rządy megakorporacji, uliczni wywrotowcy, walka z systemem. Cała gra oparta jest na słusznym poniekąd założeniu, że na wiek XIX - choćbyśmy nie wiem jak się starali - i tak będziemy patrzeć z perspektywy wieku XXI. Już samo to przesądza o roli, jaką moglibyśmy odegrać w wiktoriańskim społeczeństwie - roli kontestatorów i buntowników z wyboru. Gracz automatycznie staje się więc tzw. gutter-runnerem, odpowiednikiem cyberpunkowego blade-runnera lub net-runnera. Stworzona przez Johna Tuckey'a "Victoriana" wydaje się być pierwszą od wielu lat świadomą próbą wyciągnięcia steampunku ze ślepego zaułka w jakim się ostatnio znalazł i skierowania go na jego pierwotne tory, wytyczone przez Moorcocka i Talbota ponad 20 lat temu. Czy gra spełni pokładane w niej nadzieje? Przekonamy się już w maju.

 
Polak potrafi

Jeśliby w "Warhammerze" zamienić młot na maszynę parową, to otrzymalibyśmy "WarMachine". Taki właśnie tytuł nosi najnowszy (marzec 2003) produkt firmy Privateer Press z Seattle - figurkowa gra bitewna, opatrzona dopiskiem: "Steam Powered Miniatures Combat". Gra osadzona jest w realiach systemu d20 "Iron Kingdoms", popularnego w równej mierze dzięki podręcznikom Matta Staroscika, jak i rewelacyjnym ilustracjom Matta Wilsona i Briana Snoddy'ego. Bez tych dwóch ostatnich dżentelmenów trudno byłoby wyobrazić sobie tzw. steamjacks, czyli napędzane parą (i trochę magią) potężne roboty, które stały się wizytówką "Żelaznych Królestw".

A teraz coś na deser. Dyrektor artystyczny Privateer Press, Matt Wilson powiedział nam: "Jeden z czołowych rzeźbiarzy pracujących przy WarMachine mieszka w Polsce. Nazywa się Jerzy Montwiłł i jest autorem kilku naszych najwspanialszych figurek, takich jak Sorscha [>>] czy Butcher of Khardov [>>]". Nasz rodak wykonał także kapitalnych Goblin Bodgers 1 [>>] i 2 [>>].

 
Lata 30-te... lata 40-te

"Traktat Wersalski wyraźnie zakazywał Niemcom tak rozwoju lotnictwa jak i maszyn bojowych - zarówno kołowych jak i gąsienicowych; nie mówił jednak nic o maszynach kroczących... Gra "Gear Krieg", wydawana przez kanadyjską firmę Dream Pod 9, toczy się w świecie targanym przez II wojnę światową - nie jest to jednak wojna, jaką znamy z podręczników do historii. Linii Maginota strzegą olbrzymie generatory promieni śmierci, opracowane przez Teslę; radzieccy naukowcy pracują nad stworzeniem dział sonicznych; a zarówno alianci, jak i państwa Osi wykorzystują w swoich armiach wielkie kroczące maszyny, siejące śmierć i zniszczenie na polach bitew." [fragment recenzji, Adam Waśkiewicz, Nowa Gildia]

Wiemy, wiemy... lata 40-te, więc to nie steampunk. Być może nie (patrz: "30 lat później"), ale czyż idea nie jest dokładnie ta sama? Przyjrzyjmy się więc samej grze. W "Gear Krieg" można pobawić się role-playowo, tworząc bohaterów w stylu pulp i turlając kośćmi K6. Ale można też przy pomocy figurek w skali 15mm (ok. 1:115), gra ma bowiem dwie wersje: fabularną i taktyczną (podobnie jak poprzedni produkt DP9 - "Heavy Gear"). Dodajmy do tego planszową grę lotniczą "Luft Krieg" i pokaźną kolekcję archaicznych odrzutowców (skala 1:285). W sumie 10 podręczników plus 30 miniatur - i to jakich!

 


 RETROSTACJA © Krzysztof Janicz 2002-2008 | START | MAPA | KOMIKSY | KONTAKT |  RSS